Poszedłem za głosem serca i wewnętrznej potrzeby, aby podzielić się ze swoimi przemyśleniami i wiedzą z innymi. Jakież mamy szczęście, że żyjemy w epoce informacyjnej, w której dotarcie do praktycznie nieograniczonej liczby osób jest całkiem możliwe.

Właśnie po to zaczynam pisać ten blog. Z internetem pierwszą styczność miałem w roku 1995 w szkole średniej. Pamiętam jak dziś, że jedyną stroną polskojęzyczną na którą wchodziłem była wirtualnapolska.pl. Z zagranicznych altavista.com. Te 2 strony rządziły i na nich spędzałem większość czas wyszukując informację, bardzo nieudolnymi wyszukiwarkami zintegrowanymi z tymi wspaniałymi witrynami.

Od tego czasu wiele się zmieniło. Warto chyba wspomnieć, że pierwszą swoją stronę stworzyłem w roku 1998 na pożyczonym modemie od sąsiada. Poświęcona była ona moim trzem ulubionym zespołom muzycznym. Stałego internetu dorobiłem się stosunkowo wcześnie, bo w 2001 roku i zaraz miesiąc później zbudowałem stronę o plikach muzycznych w formacie mp3. Format dla wielu ludzi wtedy jeszcze nieznany i nic niemówiący.

Równolegle rozpoczęła się moja przygoda z programami partnerskimi. Pierwszym z nich w którym zarobiłem realne pieniądze był program partnerski portalu finansowego bankier.pl i reklama typu PPC (Pay Per Click) w postaci banera umieszczonego na stronie. Pamiętam jak dziś, że tanim chwytem patrząc z perspektywy czasy, było umieszczenie banera obok przycisku prowadzącego do płatnej części serwisu. Kliknięcie w banner (10 gr za 1 klik) dopiero uaktywniało wejście do dalszej części serwisu. Pierwsza wypłata opiewała na zawrotną sumę 361 zł, ale jak na tamte czasy, dla studenta stanowiło to małą fortunę :) Zarabiałem w ten sposób do jesieni tego samego roku, kiedy firma bankier.pl zamknęła prowadzenie programu partnerskiego. Łącznie udało mi się zarobić około 1500 zł.

Nie zmartwiło mnie to zbytnio, bo wiedziałem już, że w internecie na pewno można zarobić i to całkiem nieźle. To dało mi zapał i chęci. Postanowiłem więc poszukać kolejnego programu partnerskiego, płacącego za kliknięcia. Szybko padło na firmę dom.pl, w której również zarobek PPC był zachęcający. Płacili o ile dobrze pamiętam także 10 groszy za kliknięcie. Niestety firma okazała się niewypłacalna i mimo przekroczenia bardzo szybko progu 100 zł wypłaty nie dostałem do dzisiaj.

Poszukiwania możliwości zarobkowania w sieci, trwały dalej. Wtedy mój dobry internetowy znajomy, polecił mi program partnerski płacący na zasadzie CPA (prowizję otrzymujesz wtedy gdy użytkownik wykona określoną akcję np. wypełni formularz rejestracji, w tym przypadku firma płaciła za rejestrację klienta w serwisie). Po kilku miesiącach niesprawdzania statystyk partnerskich, zdziwiłem się, gdy widniała tam suma do wypłaty 140 zł :)

To dało mi kolejnego kopa motywacji do zarabiania w Internecie. W międzyczasie sprzedałem stronę z mp3. Od tego momentu skupiłem się maksymalnie na szukaniu możliwości zarabiania realnych pieniędzy na własnych stronach internetowych.